poniedziałek, 12 stycznia 2009

Przędziorek na skalnej różyczce

Tak się bodaj nazywa ten pasożyt, na którego nie ma chyba lekarstwa. Po łagodnej zimie zaatakował mi całą działkę i sporo roślinek nie wyżyło. Ten skalniak jakoś dał radę, ale nie wyglądał zbyt pięknie z białym nalotem....

10 komentarzy:

wildrose pisze...

A to szkodnk te pedziorek!
I to jego dzielo?
Hmmm... ladne, niezle sie napracowal i okazuje sie niepotrzebnie i w dodatku wręcz szkodliwie!

lavinka pisze...

Trzy iglaki mi zeżarł w tym roku. A jedną inną choinkę to mi sąsiedzi czymś podlali. To znaczy podlali dwie,ale jedną udało się uratować. Wszystko dlatego,że na nich donieśliśmy,że psa głodzą. Mówi się trudno. Choinkę odkupiliśmy. Jestem ciekawa czy ten pies dożyje wiosny. Spore były mrozy...

drugi krok w chmurach pisze...

Uwielbiam te skalniaki, znam takie miejsce w lesie w okolicach Lutr, gdzie całe poszycie jest nimi wyściełane.

lavinka pisze...

A w jakim kierunku od Luter? Kojarzę tylko pola na Południu... lasu też jest trochę ale po trochu w każdym kierunku...

drugi krok w chmurach pisze...

Droga Lutry-Jeziorany...Moja koleżanka mówi na te skalniaki "skoczki", bo trzeba skakać, żeby nie nadepnąć na coś tak niesamowitego:)

Agnieszka pisze...

W dzieciństwie robiłam z tego zupę kalafiorową ;-)

lavinka pisze...

O Mamo :) A myśmy robili z liści babki :)

Agnieszka pisze...

Z liści babki to były pierogi. Faszerowało się w nie mokry piasek i był farsz jak znalazł ;-)

lavinka pisze...

Ojej. Aż tak kreatywna to nie byłam ;) Zaraz, a nie lepsze by były "gołąbki" z tej babki? ;)

Agnieszka pisze...

A tak! Masz rację to były gołąbki. Coś mi od początku z tymi pierogami nie pasowało. Dzwoniło gdzieś, ale nie zadzwoniło ;-) Gołąbki, oczywiście, że gołąbki ;-)